Dziesięć rzeczy, które trzeba zobaczyć/zrobić będąc w Cape Town

            Kitesurferom Kapsztad jednoznacznie kojarzy się z zawodami Red Bull King of the Air, atomowym wiatrem i idealnymi kickerami na lewym halsie. To wszystko prawda, ale nigdy nie przestanę podkreślać, że to miasto to znacznie więcej niż tylko mekka dla big air riderów czy miłośników wave ridingu. To idealne miejsce na wakacje, także dla osób pragnących zobaczyć tętniącą życiem , bogatą w historię i pełną naturalnego piękna afrykańską stolicę.
Dlatego chciałbym przybliżyć Wam moim zdaniem dziesięć najciekawszych miejsc i atrakcji jakie ma do zaoferowania Kapsztad.

1. Przylądek Dobrej Nadziei

            Leży na samym końcu Półwyspu Przylądkowego i jest częścią Parku Narodowego Góry Stołowej. Często mylnie brany za najbardziej południowy punkt Afryki, którym jest Przylądek Igielny. Moim zdaniem to jest miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić, chociażby ze względu na możliwość zobaczenia z bliska dzikich zwierząt w ich naturalnym środowisku. Z pewnością zobaczycie tu strusie, pawiany i foki. Na szczęściarzy i tych bacznie szukających czekają również: zebry, różne gatunki antylop, żółwie lamparcie, wiele gatunków innych małych gadów oraz ptactwa.
            Do samego Przylądka da się dojechać asfaltową drogą. Można stamtąd wybrać się na około godzinny spacer do latarni morskiej na samym końcu półwyspu. Hike nie jest wyjątkowo trudny, ale silny wiatr i bezlitosne słońce mogą dać się we znaki. Koniecznie zabierzcie ze sobą wodę i krem 50spf. Prowiant lepiej zostawić w samochodzie, może on zwabić głodne pawiany. Wejście do parku kosztuje R360 (ok. 90 zł) od osoby. Niedaleko Przylądku znajduje się świetny, choć raczej wymagający spot kitesurfingowy Platboom. Ach, no i nie zapominajmy o klasycznym turystycznym zdjęciu upamiętniającym wizytę.

Karol
Zebra
Antylopa Blesbok
Czarnotek rudoskrzydły
Pawian

2. Kolorowe domki na plaży w Muizenbergu

            To spokojne, surferskie, zakrawające o hipisowskie przedmieście jest domem dla ikonicznych kolorowych chatek na plaży. Plaża, na której leżą jest jedną z najpopularniejszych w całym mieście. Długa na wiele kilometrów, szeroka, biała i pokryta drobnym mączystym piaskiem jest idealna na plażowanie. Leży nad Zatoką Fałszywą (False Bay), gdzie woda jest zauważalnie cieplejsza niż w Atlantyku. Fale, które tutaj docierają są delikatne, długie i spokojne czyniąc Surfers Corner (lokalna nazwa plaży) jednym z najlepszych miejsc na ziemi do nauki surfingu oraz rajem dla longboarderów. Jest tutaj kilka szkółek surfingowych oferujących również wypożyczenia desek i pianek. Jeżeli po surfie zgłodniejecie to w okolicy jest kilka przyzwoitych knajp i barów, gdzie można smacznie zjeść i nacieszyć oko pięknymi widokami.
            Muizenberg leży za tak zwaną „lentil curtain” (soczewicowa kurtyna?). Ta nazwa pochodzi od stylu życia jaki często prowadzą mieszkańcy południowych dzielnic Kapsztadu. Często są oni surferami, lekkoduchami, freelancerami, jedzą organiczne jedzenie czy zajmują się sztuką. Mieszkają tu też zmęczeni pędem miasta Południowoafrykańczycy. W pogodne poranki plażę wypełniają ludzie praktykujący yogę, tai chi i spokojni spacerowicze z psami. W weekendy plaża potrafi być naprawdę pełna, dlatego polecam środek tygodnia na wizytę.
Ta pozycja jest absolutnie podyktowana moim gustem. Kocham Muizenberg i właśnie tutaj mieszkam.

Kolorowe chatki
Surfers Corner
Plaża w Muizenbergu w weekend

3. Zjeść fish & chips

            To może brzmieć banalnie – smażona ryba w panierce z frytkami. Ale uwierzcie mi hake (morszczuk), którego możecie tutaj spróbować, jest przepyszny. Biały, kruchy świeży filet rozpada się pod naciskiem widelca i rozpływa w ustach, a cienka dobrze przyprawiona panierka nie dławi naturalnego smaku ryby. W RPA nie ma tak silnej tradycji jedzenia usmażonej na złoto ryby jak w Wielkiej Brytanii, mimo to niektóre knajpy dorobiły się już międzynarodowej sławy. Tak jak na przykład Kalky’s, rodzinna knajpa leżąca w sercu portu Kalk Bay. Naprawdę nie ma nic lepszego niż usiąść w przyjaznej atmosferze, u podnóża gór z widokiem na zatokę i rozkoszować się świeżo złowioną rybą. Znam jeszcze kilka takich perełek, ale na razie zachowam je dla siebie.
            Przy okazji mówienia o afrykańskim jedzeniu niesprawiedliwością byłoby nie pochylenie się nad innymi popularnymi przysmakami. Biltong, czyli suszone, peklowane mięso wołowe, ale także ze strusia czy kudu, Droëwors, czyli suszona Boerewors (lokalna kiełbasa). Tak, RPA stoi mięsem i w tym miejscu nie można nie wspomnieć o silnej tradycji grillowania czyli Braai.
Braai to coś więcej niż zwykły grill. To uczta, ale również forma spędzania wolnego dnia w gronie rodziny i przyjaciół. Jako opału tradycyjnie używa się specjalnego namibijskiego drewna. Są restauracje, które specjalizują się w braai’owaniu, ale najprawdziwsze doświadczenie to po prostu spotkanie z bliskimi w przydomowym ogrodzie i spokojne biesiadowanie.
            Za czasów kolonialnych, kiedy RPA było pod władaniem holenderskim, dotarło tutaj dużo ludności azjatyckiej. Hindusi i Malajowie oraz przyprawy, które przypłynęły razem z nimi na dobre zadomowili się w tutejszej kuchni. Stąd popularność curry.
            Jeżeli jesteście wegetarianami albo weganami i już łapiecie się za głowę to spieszę z uspokojeniem. Popularność najnowszych trendów żywieniowych dotarła nawet na sam czubek Afryki. Dlatego z pewnością zjecie tutaj aromatyczne, warzywne curry, a grillując wegańskiego burgera na braai wpasujecie się w towarzystwo.

Port w Kalk Bay
Kalky’s Fish&Chips
Beef chili biltong

4. Góra Stołowa

            Ikona Kapsztadu, monumentalna, wysoka na ponad tysiąc metrów, siódmy cud świata natury, widoczna z każdego miejsca w mieście, zapierająca dech w piersiach. Można by tak jeszcze długo wymieniać. Punkt na liście rzeczy obowiązkowych dla odwiedzających Kapsztad.
            Na szczyt prowadzi kilka szlaków o różnych stopniach trudności i różnej długości. Dwa z nich, które znam to Platteklip i India Venster. Pierwszy z dwóch jest najpopularniejszym szlakiem prowadzącym na szczyt. Dostępny nawet dla niedoświadczonych wspinaczy ze względu na małą techniczność wspinaczki. Duże kamienie poukładane w rodzaj schodów o wysokich stopniach składają się na ścieżkę pozbawioną momentów wywołujących dreszczyk emocji. Pomimo braku trudniejszych przepraw, ta droga na górę to nadal porządne dwugodzinne cardio i piękne widoki. Jeżeli macie w sobie ducha poszukiwacza przygód, albo z górami jesteście za pan brat to warto spróbować India Venster. Ten ekscytujący szlak w paru momentach rzuca śmiałkom wyzwanie. Gdzieś w jednej trzeciej czeka Was trochę wspinaczki czy podciągania się na łańcuchach. Zdecydowanie dla osób szukających wyzwania i nie mających problemu z wysokością!
            Jeśli planujecie wejść na Górę Stołową, to rozważcie zabranie ze sobą solidnych, wygodnych butów trekkingowych, ponieważ trudniejsze szlaki są naprawdę wymagające i zwykłe trampki się nie sprawdzą. Koniecznie weźcie ze sobą po półtora litra wody na osobę i jakiś prowiant. Dobrze jest zacząć wcześnie rano około ósmej/dziewiątej kiedy słońce jest jeszcze za górą i północne stoki (po tej stronie znajduje się większość szlaków) ukryte są w cieniu. Później wspinaczka na szczyt w samym środku dnia pod afrykańskim słońcem to piekło.
            Jeżeli hiking to nie Wasza para butów, to na szczyt możecie też wjechać i/lub zjechać kolejką linową za opłatą. Stawki to około R400 (+/-100 zł) od osoby za jazdę w dwie strony i R200 (+/-50 zł) w jedną.
Jak już dotrzecie na szczyt to gwarantuję, że będziecie zachwyceni widokiem, piękna panorama miasta i bezkresny ocean w tle.

Góra Stołowa
Karol na szczycie
Wagonik kolejki linowej
Lions Head i panorama miasta

5. Ogród Botaniczny Kirstenbosch 

            Ten rezerwat przyrody leżący na wschodnich stokach Góry Stołowej jest świetnym miejscem na spędzenie dnia w malowniczym otoczeniu. Za R200 (około 50 zł) będziecie mogli spacerować po ogromnej zielonej przestrzeni poznając afrykańską florę. Tuż przy wejściu znajduje się szklarnia, w której można z bliska przyjrzeć się roślinom różnych krańców Afryki, od pustynnych sukulentów i suchorośli po wielki baobab znajdujący się w centralnym punkcie szklarni. Na prawo od szklarni znajduje się właściwy ogród botaniczny, który oprócz różnorakich drzew, krzewów, kwiatów i roślin oferuje inne atrakcje. To co zrobiło na mnie największe wrażenie to stalowo drewniany, podwieszony pośród koron drzew podest. Spacer po „The Boomslang” (wąż drzewny) pozwala wzbić się ponad dach lasu i z wysokości oglądać majestat Góry Stołowej i jej zielonych wschodnich stoków.
            W ogrodzie nie brakuje też sztuki, po całym terenie rozsiane są rzeźby afrykańskich artystów, a w jednym z budynków można obejrzeć i kupić ich obrazy. Polecam, żebyście zabrali ze sobą kocyk i koszyk z prowiantem. Popularną praktyką pośród odwiedzających jest piknik na zielonej trawie w cieniu rzucanym przez potężne drzewa. Można się w okolicznościach przyrody zrelaksować, poczytać książkę i nacieszyć towarzystwem bliskich. Gorąco polecam wizytę w pogodny ciepły dzień, nie ma lepszego miejsca na odpoczynek od afrykańskiego upału.

Boomslang Canopy Trail
Drzewo w ogrodzie botanicznym

6. Safari

            Afryka i safari, tego się po prostu nie da od siebie oddzielić. Największy i najsłynniejszy Park Narodowy Krugera znajduje się niestety po drugiej stronie RPA niż Kapsztad, tuż przy granicy z Mozambikiem. Wyprawa samochodem to ponad tysiąc osiemset kilometrów w jedną stronę, a podróż samolotem to nadal wyjazd na kilka dni.
            Dlatego dla tych chcących z bliska zajrzeć w paszczę lwa, a nie mających tygodnia na podróż w głąb Afryki polecam wizytę w jednym z private game reserve (prywatne parki „narodowe”?) w okolicach Kapsztadu. W najbliższej okolicy znajdują się dwa zasługujące na wyróżnienie: Inverdoorn i Aquila. W obu można zobaczyć tak zwaną Wielką Piątkę (lew, słoń afrykański, bawół afrykański, nosorożec czarny i lampart) oraz inne afrykańskie zwierzęta. Oba znajdują się około dwóch godzin drogi od miasta. Do Aquila można dojechać autostradą i drogą asfaltową. Inverdoorn to raczej wycieczka dla samochodu 4×4 i kierowcy o mocnych nerwach, ponieważ trzeba przejechać około dwudziestu kilometrów szutrową drogą. W zależności od wykupionego pakietu można zjeść tam obiad, spędzić noc w hotelu, zamówić transfer z i do miasta czy wyjechać na safari więcej niż jeden raz. Dla chcących oszczędzić czas, a wciąż poczuć dreszczyk emocji związany ze spotkaniem twarzą w twarz z wielkimi zwierzętami pozycja obowiązkowa!

Lwy
Nosorożce czarne
Samochód na safari
Aquila hotel

7. V&A Waterfront

            Wyobraźcie sobie spacer po modnej okolicy pełnej różnorakich atrakcji takich jak przejażdżka diabelskim młynem, wizyta w nagrodzonym, światowej sławy oceanarium albo muzeum sztuki współczesnej, posiłku w tradycyjnej, eleganckiej restauracji albo szybkim posiłku w gwarnym food markecie, a nawet rejsie po zatoce na pokładzie pirackiego statku. Dzięki Victoria & Alfred Waterfront nie musicie, to wszystko i o wiele więcej znajdziecie w tym najstarszym działającym porcie w RPA, który przekształcony został w turystyczne centrum Kapsztadu. Doskonałe miejsce na zakup pamiątek i spacer po ciekawej okolicy z widokiem na ikoniczną Górę Stołową w środku miasta.
            Na szczególną uwagę moim zdaniem zasługuje oceanarium, gdzie na dobre można utonąć na parę godzin i lody w lodziarni Unframed Ice Creams (zwycięzca plebiscytu na najlepszą lodziarnię na świecie 2019 według serwisu https://bigseventravel.com/the-50-best-ice-cream-parlours-in-the-world/). Lody faktycznie są cudowne i mają niepowtarzalne smaki. Warto też odwiedzić muzeum sztuki nowoczesnej Zeitz MOCAA, które mieści się w spektakularnym starym spichlerzu przekształconym w nowoczesny szklano betonowy obelisk, od którego ciężko oderwać wzrok. Poza tym każdy znajdzie coś dla siebie niezależnie od upodobań.

Magda
Zeitz Mocaa
Najlepsze lody na świecie
Diabelski młyn
Two Oceans Aquarium

8. Odwiedzić winiarnie

            Ogromne połacie ziemi wokół Kapsztadu zajmują winnice. Jest ich tutaj ponad setka, gdzie na miejscu rosną winogrona i produkowane są z nich przeróżne wina. Śródziemnomorski klimat i górskie zbocza to idealne połączenie dla wegetacji winorośli właściwej. Do tego dobrze rozwinięte rolnictwo komercyjne i mix ten sprawia, że RPA znajduje się w ścisłej światowej czołówce eksporterów wina. Historia winiarstwa w RPA sięga drugiej połowy XVII wieku, kiedy to założyciel Kapsztadu Jan van Riebeeck wyprodukował pierwszą butelkę wina.
Winnic jest mnóstwo i oferują różne atrakcje takie jak: przejażdżka tramwajem przez tereny kilku winnic, spacer po jednej z nich pośród winorośli, wizytę w piwnicach gdzie wino dojrzewa w beczkach czy degustację win i pyszny lunch.
            Winnicę, którą Wam polecam na wizytę to Constantia Glen. Winnica położona jest w najstarszym regionie produkującym wino w RPA, nazywanym Constantia. Do tego znajduje się blisko centrum Kapsztadu, więc bez problemu dotrzecie tutaj Uberem z każdej części miasta. Degustacja wina odbywa się tutaj w ślicznych okolicznościach przyrody pośród zadbanych drzew oliwnych, z widokiem na skąpane w słońcu, długie zielone rzędy winorośli, zbocza górskiego pasma Góry Stołowej i przepiękne wille w stylu kolonialnym. Za relatywnie niską kwotę (ok 30 złotych) będziecie mogli spróbować kilku wytwarzany tu win. Przepis na romantyczne popołudnie, ale nie tylko, sprawdzi się też jako atrakcja turystyczna czy miejsce na pyszny lunch i odpoczynek od sportowych atrakcji.

Karol
Magda na degustacji wina
Rzędy krzewów wina
Willa
Constantia Glen

9. Freediving

            „Hej, a widziałeś film o ośmiornicy?” większość z Was na pewno słyszała to pytanie w 2020r. Wszyscy jak jeden mąż odpowiadaliśmy „Tak!”, a podczas seansu wzruszaliśmy się losami bohaterów i zachwycaliśmy pięknem, spokojem i magią podwodnego świata. Ten niezwykły świat znajduje się właśnie tutaj w Cape Town, co więcej każdy może go odwiedzić! Wystarczy zapisać się na półdniową snorkelingową przygodę w Cape Town Freediving, gdzie certyfikowani instruktorzy przygotują dla Was sprzęt (piankę do nurkowania oraz maskę i fajkę) i zabiorą Was na właściwy spot, gdzie zanurzycie się w podwodnym lesie. Kelp forest, czyli podwodny ekosystem zbudowany głównie z wodorostów rosnących w przybrzeżnych wodach, pełen jest morskiego życia. Spotkacie tutaj różne gatunki ryb, meduzy, skorupiaki czy rozgwiazdy. Ponadto zanurzenie się pomiędzy łodygami parometrowych wodorostów i oglądaniu jak falują działa niezwykle uspokajająco. Wizyta w podwodnym lesie to doświadczenie angażujące prawie wszystkie zmysły. Dotkniecie i z bliska obejrzycie oceaniczna florę i faunę, a podwodna cisza w której się zanurzycie jest po prostu cudowna.
            Dla tych z Was, którzy oprócz doświadczenia i wspomnień chcą wywieźć wiedzę, możecie zapisać się na dwudniowy kurs freedivingu. Nauczycie się pracować z oddechem, wyrównywać ciśnienie czy nurkować na wstrzymanym oddechu. Najlepsze dni na freediving w Kapsztadzie to te kiedy nie wieje i nie ma fal, czyli idealnie wpasuje się to pomiędzy kiteboarding i wave surfing.

Karol przed freedivingiem

10. Pingwiny na Boulders Beach

            Pingwiny małe, czarno-białe, lekko nieporadne, urocze nieloty kojarzące się z krainą lodu i mrozu. Ptak, którego raczej nie spodziewamy się zobaczyć w gorącej Afryce. A jednak to właśnie tutaj rezyduje Pingwin Przylądkowy. Ten zagrożony wyginięciem, elegancko wyglądający nielot ma swoją kolonię w Simon’s Town. Na plaży będącej częścią Parku Narodowego Góry Stołowej. Boulders Beach zawdzięcza swoją nazwę wielkim głazom porozrzucanym po całym terenie rezerwatu. Plaża sama w sobie jest cudowna. Biały drobny piasek spotyka się z krystalicznie czystą wodą Zatoki Fałszywej. Położona z dala od miasta i jego zgiełku jest idealnym miejscem na odpoczynek. Uroku dodają jej pingwiny swobodnie przechadzające się wokół plażowiczów nie zwracając na nich najmniejszej uwagi.
            Pingwinia plaża to nie jedyna atrakcja. Przez siedlisko pingwinów przebiega drewniana kładka, wzdłuż której poustawiane są tablice informujące spacerowiczów o zwyczajach i życiu jedynego gatunku pingwina występującego w Afryce. Wejście do rezerwatu kosztuje R170 (około 45 zł), a do plaży dojechać można drogą Main Road, która sama w sobie jest widowiskowa. Od Muizenbergu biegnie ona przez St James i Kalk Bay – dwa zamożne willowe miasteczka, następnie meandruje ona wzdłuż pasma gór wyrastających bezpośrednio z wody. Ochy i achy po drodze gwarantowane.
Moim zdaniem można odpuścić sobie safari, ale poplażować z pingwinami w Afryce po prostu trzeba!

Karol i pingwiny
Magda na Boulders Beach
Pingwiny
Pingwiny

            Jak sami widzicie atrakcji i rozrywek w Cape Town jest cała masa i każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Metropolia czerpie pełnymi garściami z tego co ją otacza i w świadomy, zorganizowany sposób kreuje unikatowy mix. Oszałamiająca bliskość natury pod postacią oceanu, pasma górskiego i dzikiej przyrody, a przy tym bogactwo kulturowe oraz świetna infrastruktura turystyczna spełnią oczekiwania każdego odwiedzającego. Kapsztad to wspaniałe miasto, w którym z pewnością aktywnie spędzicie czas nawet w bezwietrzne dni, a dla tych z Was którzy swojej kitesurfingowej przygody jeszcze nie rozpoczęli to po prostu doskonała wakacyjna destynacja.

Do zobaczenia w Cape Town!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *