W polskiej kulturze kitesurfingu Praso to miejsce kultowe. Na pewno o nim słyszeliście, już odwiedziliście albo regularnie odwiedzacie. Ja na południowym krańcu wyspy Rodos spędziłem ostatnie osiem letnich sezonów. W tym czasie zdążyłem zapuścić tam korzenie, spotkać niezliczoną liczbę ciekawych osób i poznać ten spot na wylot. To właśnie tu stawiałem swoje pierwsze poważne kitesurfingowe kroki i tutaj zacząłem moją karierę instruktora. Mój home spot, miejsce unikatowe, dzikie południe, jeszcze Europa, a jednak trochę jak Afryka. Przed Państwem Prasonisi i to za co je kocham.
Wiatr
Komu z Was zdarzyło się pojechać na spot, gdzie „zawsze” wieje. Wysiadacie z samochodu, stopy zapadają się Wam w parzący piasek i jednym rzutem oka oceniacie możliwości spotu. Woda jest. Dobrze. Słońce świeci. Dobrze. A wiatr? No właśnie, gdzie jest wiatr? I tak przez następne dwa tygodnie.

Wyjątkowość Prasonisi to ciągły wiatr. Ale skąd on się bierze i dlaczego tam ciągle wieje? W Grecji od połowy czerwca do połowy września wieje północno-zachodni wiatr zwany Meltemi. Generuje go wyż znajdujący się nad Bałkanami i niż nad Turcją. Morze Egejskie i wyspy na nim leżące znajdują się dokładnie między tymi ośrodkami ciśnień. Przepływ mas powietrza pomiędzy tymi stałymi ośrodkami ciśnień w rezultacie daje ciągły wiatr z jednego kierunku. W lecie według windguru Prasonisi ma niemal 90% wietrznych dni. Jedyna paralela jaka przychodzi mi do głowy to Brazylia jesienią. WOW! Ale nawet poza szczytem sezonu, czyli w maju i październiku złapiecie sporo wiatru.
Do tego dochodzi efekt dyszy lub inaczej efekt Venturi (nazwany od nazwiska włoskiego fizyka Giovanniego Battisty Venturi’ego, który opisał go w XVIII wieku). Za dyszę służą tutaj wzgórza znajdujące się na Rodos, a po drugiej stronie wyspa Prasonisi. Dlatego tak długo jak prognoza przewiduje północno-zachodni wiatr o mocy przynajmniej 5-10 węzłów, to dysza zrobi swoje i będzie wiało na dwunastkę.


Wisienka na torcie, czyli słynna termika na Praso. Temat rzeka. Na to skąd się bierze i jak działa słyszałem tyle różnych hipotez ilu miałem rozmówców. Dziwi mnie, że nikt jeszcze nie napisał pracy naukowej na jej temat. Fakty natomiast są takie, że zazwyczaj wiatr się wzmaga w ciągu dnia dwa razy. Pierwszy strzał pojawia się między 10-11 i zazwyczaj wieje do 13-14. Następnie Posejdon łaskawie robi przerwę na około dwie godziny i drugi strzał jest około godziny 16. Często wieje do zachodu słońca, a nawet dłużej. Popołudniowa termika to zazwyczaj najmocniejszy moment w ciągu dnia. Pojawia się ona w sezonie niemal ze szwajcarską precyzją. To moment kiedy warto wyjść na big air. Dwadzieścia węzłów średnia i dwadzieścia pięć w szkwale to warunki niemal idealne. Tutaj ludzie latają. Rekordowe skoki zarejestrowane przez Woo na Praso to aż 19m!

Podsumowując Prasonisi jest bardzo łaskawie położone. Geografia i fizyka sprzyjają. Wiatr wieje i to bardzo często. A do tego relatywnie mocno. Najczęściej pływałem tutaj na dziewiątce i siódemce, a kilka razy nadmuchałem nawet piątkę. Dni na dwunastkę się zdarzają, ale toną w morzu mocniejszych dni. Oczywiście minąłbym się z prawdą gdybym powiedział, że nigdy nie doświadczyłem flauty na Praso. Na szczęście są one rzadkie i krótkie.
Zdecydowanie kocham Prasonisi za wiatr. A dokładniej za to, że jest często i mocno.
Dwa spoty na jednym spocie
Kolejną dość unikatową cechą tego małego spotu są dwie strony. Pieszczotliwe zwane Flat i Wave. W efekcie akumulacji piasku pomiędzy wyspami Prasonisi i Rodos powstaje plaża. Bądź tak jak przez ostatnie cztery lata cypel. Ten nasyp przecina cieśninę na pół i tworzy dwie zgoła różne zatoki.


Po jednej stronie możemy cieszyć się płaskim jak stół akwenem z wiatrem od brzegu. Ta strona w czasie otwarcia baz windsurfingowych czyli od 9 do 19 jest od lipca 2021r. dla kitesurferów zamknięta. Regulacje wprowadzone zostały po wypadku spowodowanym przez bezmyślnego pozera. Na szczęście jest to zatoka z płaską wodą jakich wiele, więc to niewielka strata.
To co jest wyjątkowe i od lat przyciąga ludzi z całej Europy to Wave. Przyjemny, dynamiczny i bezpieczny. Takie epitety przychodzą mi do głowy na myśl o zafalowanej stronie spotu. Woda jest ciepła i można pływać bez pianki. Fale mają przyzwoity kształt jak to na beach break przystało. Są strome i dość szybko closeoutują, ale nawet niedoświadczony kitesurfer da radę się na tej fali zawinąć ze dwa razy.

W większe dni można nawet zaliczyć zjazd down the line. Doskonale pamiętam parę z nich. Wyczekiwanie na setową falę. Rufa na fali pod skałami tam gdzie wychodzi najstromsza ściana, a następnie na pełnej prędkości powrót do plaży. Kilka krótkich bottom-turnów i szybkie zawijki na górze. Spray spod rufy deski. Jednym słowem klasa. W dni kiedy fale sięgają do biodra, działają jak świetne kickery na twintipa czy deskę kierunkową. Nic tylko pływać.



Dno jest piaskowe, więc pływając i zaliczając mielenie nie ryzykujemy skaleczeń o kamienie czy rafę koralową. Dzięki wiatrowi do brzegu i małemu rozmiarowi zatoki zawsze wylądujemy na plaży szybko i bezstresowo. Ponieważ fale nie mają mocy oceanicznych swellów, fala na Praso nigdy mnie nie przytrzymała pod wodą na dłużej niż kilka sekund.
Faktem jest, że duże wave’y przychodzą raz na dwa-trzy tygodnie. A te największe raz-dwa razy na sezon, ale kiedy przychodzą to jest naprawdę fajnie. Za takie pływanie kocham Prasonisi.
Ludzie



Czym byłoby Prasonisi bez ludzi, którzy tam przyjeżdżają? Być może tylko pustą łachą piachu na końcu wietrznej Grecji. Na szczęście uśmiechnięte buzie i oczy iskrzące się na dźwięk słowa „wiatr” to nieodłączny element południowo-rodyjskiego krajobrazu. Przez około dwadzieścia osiem miesięcy, które spędziłem na Praso poznałem wielu niezwykłych ludzi: prawników, lekarzy, milionerów, młodych zajawkowiczów ledwo wiążących koniec z końcem, imprezowiczów czy prawdziwych sportowców. Wszystkich łączył wspólny mianownik, czyli miłość do sportów wodnych. Bez znaczenia czy w sercu masz winda, kita czy winga tutaj na pewno poczujesz się jak w domu. Wiatr włosy targa wszystkim tak samo. Egalitarność Prasonisi czuć najlepiej pod sklepem, gdzie ludzie z różnych środowisk i o różnych poglądach po pływaniu żywo wymieniają się swoimi przeżyciami. Vibe jest dobry i zaraźliwy. Ludzie stają się tutaj otwarci, przyjaźni i wyluzowani. A takie małe rzeczy jak choćby, to, że wszystko co zostawimy na plaży, będzie po pływaniu na nas czekało sprawia, że na Praso można się odprężyć i zapomnieć o otaczającym nas świecie.



Dla mnie magią tego miejsca jest to, że ludzi wracają tu rok po roku i to przez wiele lat. Sam jestem najlepszym przykładem drzewa, które niemal zapuściło tam korzenie. Spędziłem tam aż osiem sezonów z rzędu. Przyjeżdżając na Praso miałem wrażenie, jakbym odwiedzał rodzinę. A wiem, że nie jestem jedynym, który przyjeżdżał tam dla towarzystwa.
Greckie życie

Grzechem by było nie pochylić się tutaj nad greckim jedzeniem. No bo kto nie lubi w przerwie między pływaniem zjeść „chicken pity”? Sałatka grecka, wszechobecna oliwa z oliwek, świetne, grillowane mięsa i świeże owoce morza to w greckich tawernach chleb powszedni. Może nie są to egzotyczne smaki, ale z pewności trafiają w polskie gusta. Restauracji serwujących przysmaki lokalnej kuchni jest moc. Jeżeli nie macie pomysłu gdzie wieczorem zjeść wystarczy zapytać kogoś na plaży. Społeczność Prasonisi nie zawiedzie i z pewnością polecą Wam jedną z knajp. Dla mnie jednym z bardziej autentycznych greckich przeżyć jest wizyta u „Babci” w Kattavii. Kameralna knajpka, prowadzona przez dwie wiekowe greczynki. Tutaj przesiadują Grecy sączący wodę i popijający kawę. Babcia serwuje jedne z lepszych smażonych kalmarów na południu wyspy, a jej dorada z grilla to majstersztyk. Seafood spaghetti i nadziewany kalmar u Antonisa w Gennadii, czyli pyszności serwowane nad brzegiem morza Śródziemnego. Albo ta knajpa na zachodnim wybrzeżu niedaleko Apolakkii. Położona na klifie, tuż nad kamienistym brzegiem morza. Jedzenie jest pyszne, ale to zachód słońca, który można z niej obejrzeć jest daniem głównym. Takich perełek jest więcej, ale pozwolę Wam je odkryć samemu.


Dojrzałe czerwone pomidory, soczyste grillowane ryby i jedzenie w ogóle to tylko wycinek greckiego stylu życia, którego możecie tutaj zakosztować. Na południu wyspy jest sielsko. Sprawy w Grecji toczą się swoim tempem. Wszystko załatwia się awrio, czyli jutro. W sklepie na plaży możecie otworzyć sobie zeszyt i zakupy przez cały pobyt robić bezgotówkowo. Ludzie jeżdżą spokojnie i nigdzie się nie spieszą. W takich okolicznościach już w kilka dni można zgubić rachubę czasu, a problemy świata zewnętrznego zdają się nie dosięgać tej enklawy spokoju.

Grecję i Prasonisi można na pewno kochać za jeszcze bezlik rzeczy. Dwie pierwsze, które wymieniłem mogą zachęcić Was do przyjazdu po raz pierwszy. Ale to dwie ostatnie sprawią, że wrócicie za rok. Dla mnie Praso na zawsze pozostanie spotem wyjątkowym, do którego mam nadzieję jeszcze kiedyś wrócić. Jeżeli jeszcze tam nie byliście to gorąco Was zapraszam. A jeżeli byliście to podzielcie się ze mną w komentarzach za co Wy kochacie Prasonisi.



Wow, super wpis 🙂 Aż mi żal, że w tym roku nawet na chwile tam nie byłem! Super miejsce i ludzie!
Szymon dziękuję za miłe słowa. Praso na szczęście nigdzie nie ucieka!